Gesty Strachu część 2

2010-01-21

Nie może pod żadnym pozorem zaistnieć taki wypadek, by furiat katujący rodzinę (trzeźwy, ale działający pod wpływem silnych emocji) gonił z widłami uciekających przed nim policjantów. Najlepiej w takim wypadku, albo odstąpić od interwencji i wezwać posiłki, albo spróbować negocjacji słownych.

Autor: Adam Kapko
Tytuł oryginału: Gesty Strachu

Nie może pod żadnym pozorem zaistnieć taki wypadek, by furiat katujący rodzinę (trzeźwy, ale działający pod wpływem silnych emocji) gonił z widłami uciekających przed nim policjantów. Najlepiej w takim wypadku, albo odstąpić od interwencji i wezwać posiłki, albo spróbować negocjacji słownych. Gdy jednak dwóch policjantów decyduje się na interwencję, to w momencie ataku widłami, ataku zagrażającemu ich życiu powinni bez wahania użyć broni w stosunku do atakującego i postrzelić go np. w nogę lub rękę. To działanie zgodne z przepisami i prawem. Uciekanie przed furiatem powinno zaowocować ukaraniem i opinią o niepełnej przydatności w zawodzie policjanta.
Nie powinna się zdarzyć taka historia jak w Kuźni Raciborskiej, gdzie grupa podpitych chuliganów wtargnęła siłą do Komisariatu Policji, a następnie uwolniła dwóch zatrzymanych kolesi wyłamując kratę oddzielającą ich od dyżurki. Takie działanie to swoiste signum temporis sytuacji w jakiej znajduje się nasz kraj.
Rozumiem,  że policjantów było tylko dwóch, ale na litość Boską ten kto idzie do pracy w Policji powinien wiedzieć, że może się znaleźć w sytuacji niebezpiecznej a nie stoi jak przerażony baran okazując napastnikom wszystkie gesty strachu jakie tylko istnieją.
Nawet prymitywni, nawet podpici, nawet nastoletni chuligani zobaczyli przejawy strachu u policjantów i przez kilkanaście minut radośnie demolowali Komisariat.  W tej sytuacji czynnej w końcu napaści i na policjantów i na Komisariat, całkowicie zasadne byłoby użycie broni ostrej najpierw ostrzegawczo /i to pewnie by wystarczyło/, a w razie konieczności postrzelenie przywódcy lub przywódców bandyckiego ataku- co natychmiast ostudziłoby pozostałych. To tak jakby na oczach uzbrojonych w broń ostrą konwojentów napastnicy uzbrojeni w noże i pałki rabowali ochraniane pieniądze przy ich całkowitej bezczynności. O tempora, o mores. Szkolić policjantów, oswajać ich z niebezpieczeństwami, a tchórzliwych bezlitośnie zwalniać do cywila – niech się zajmą szyciem kołder albo innymi męskimi zajęciami tego typu.

    Tak oto mści się nieznajomość fachu i brak profesjonalizmu. Wszak jednym z elementów tegoż jest umiejętność działania w warunkach stresu i traumy. Zaś do takiej umiejętności bezwzględnie jest potrzebna znajomość psychologii – przynajmniej w
podstawowym zakresie. Przecież jednym z elementów niezbędnych w pracy służb mundurowych jest wiedza o paraliżującym działaniu strachu, połączona z umiejętnością opanowywania lęku i logicznego rozważnego i profesjonalnego działania w takiej sytuacji.
    Najpierw jednak należy umieć odczytywać przejawy strachu, lęku i obawy u innych, a przede wszystkim u siebie.
    Czy ktoś uczy w służbach mundurowych tej ważnej umiejętności? Raczej wątpię, by ktoś edukował w tej materii Policję czy Straż Miejską, a z pewnością wiem, że ochroniarzy nikt w tym zakresie nie szkoli (no może na kursie przygotowującym do zdobycia licencji – choć w to też pozwalam sobie wątpić). Zdając sobie sprawę z totalnej niewiedzy na ten temat wśród pracowników służb mundurowych, postanowiłem napisać ten artykuł dla Was druhowie moi. Jest to prawdopodobnie pierwsza taka próba, pokazania arcyciekawych problemów i arcyważnych dla każdego, kto para się pracą w policji, straży, czy ochronie. Stoi za mną 31 lat pracy w tej branży. W trakcie służby wiele się nauczyłem i równie wiele zrozumiałem zagłębiając się w tajniki motywów działania i psychiki ludzi, których spotykałem na zawodowej drodze. Od lat wgłębiałem się w dziedzinę fascynującej mnie od zawsze wikymoligii i semiologii (nauki o znakach ciała), a następnie płynnie przeszedłem do zagadnień asertywności i socjotechniki, które stały się moim wieloletnim hobby. Mam nadzieję, że posiadłem w tej materii niejaką wiedzę i umiejętności. Miałem też niepowtarzalną okazję weryfikować teoretyczną wiedzę z brutalną rzeczywistością. Konfrontowałem ją bowiem w stresujących sytuacjach na ulicy i wśród przestępców.
    Nie interesuje mnie teoria, a tylko i wyłącznie praktyka. Uważam się za skrajnego utylitarystę a także i empirystę, którego interesuje tylko to co sprawdza się i działa w codziennym życiu, na ulicy i traumatycznych sytuacjach. O tym też będzie traktował niniejszy artykuł, w którym zapoznam czytelników z wszystkimi ważniejszymi mikro i makro gestami twarzy, korpusu i rąk w okazywaniu przejawów strachu, lęku, obawy i niepokoju.
    Zacznę te rozważania od przypomnienia tego, że strachu nie odczuwają, a więc i nie okazują niektórzy chorzy psychicznie, będący pod wpływem alkoholu lub narkotyków (ogólnie środków psychotropowych, w tym pewnych leków) a także ludzie prymitywni, o słabej wyobraźni, ale skądinąd całkiem zdrowi psychicznie i fizycznie. Swoistym odczuciem znoszącym między innymi objawy strachu jest stan znoszący świadomość częściowo lub całkowicie np. furia zimowa czy szaleńczy amok. Prawnie noszą one nazwę afektu i ich zaistnienie może obniżyć wyrok sądowy. Co ciekawsze stany powyższe, które można nazwać bezlękowymi z tegoż właśnie lęku, czy gwałtownego ataku strachu zazwyczaj wynikają. Są szaleńczą, gwałtowną reakcją organizmu w momencie nagłego strachu.
    Jak z tego widać każdy człowiek w pewnych warunkach i sytuacjach może nie przejawiać strachu, a nawet być nieczuły na ból i zranienia.
    Mowa tutaj jednak o sytuacjach ekstremalnych, raczej rzadko w codziennym życiu spotykanych. W normalnych warunkach normalni ludzie każdego dnia odczuwają różnego typu odruchy strachu i oczywiście odpowiednio na nie reagują. Jak już wspominałem prawie wszyscy usiłują istnienie lęku w sobie ukryć. W wielu wypadkach przynosi to skuteczny efekt. Wszystko jednak zależy od tego kim jest ten, kto usiłuje strach ukryć i przed jakimi osobami to ukrywa.